5 problemów mieszkania na 4 piętrze – Qrnik #1

0

5 problemów mieszkania na 4 piętrze – Qrnik #1

Przez ostatnie kilka lat zmieniałam swoje mieszkania częściej niż Grycanki swoje nawyki żywieniowe. Przy każdym z nich zmieniała się nie tylko wysokość czynszu, ale też wysokość umiejscowienia lokali.

Wykres odległości nad poziomem morza wynajmowanych przeze mnie mieszkań zaczął przypominać sinusoidę, albo wzburzoną falę, bo przepłynęłam przez parter, 7 piętro i znowu parter, by w końcu osiąść na mieliźnie. Na 4 piętrze. I po tylu latach wiem, że warto było zatrzymać swój wzrost na 165 centymetrach, bo im wyżej tym gorzej. Wbrew temu, co mówią ludzie sukcesu, Mahomet i Zeus, to życie na szczycie nie jest wcale takie przyjemne.

Czego nienawidzę w mieszkaniu na 4 piętrze?

1. Ptaki to mój niechciany budzik

Przeklinałam każdy dzień z dzieciństwa, w którym budził mnie kogut. Teraz trauma sprzed lat powróciła, bo teraz torturują mnie ptaki. Codziennie o 5 rano przylatują na mój balkon i pod przykrywką pięknych ptasich melodii wyzywają na pojedynek moje koty. Ptaki głupie nie są, bo wiedzą, że za oknem nic im nie grozi, więc zachowują się jak małe dresiarze, co prowokują bójki, a potem chowają się za plecami starszych kolegów. W tym przekonaniu utwierdziły mnie 3 paski na piórach niektórych z nich.

Konflikt zaostrzył się już do rozmiarów międzyrasowej wojny gangów, bo ptaki przejmują coraz większe terytorium zakładając gniazdo w rynnie nad naszym balkonem, a koty odpuściły sobie pyskówki i zamiast porannego „kękania” Ody do Gołębi preferują dziki skok w kierunku ptaków, który kończy się spłaszczonym czołem na szybie i hukiem pustego łba. Czasami kusi mnie żeby w końcu te okno otworzyć, ale wtedy przypominam sobie, że mieszkam na przeklętym 4 piętrze, a po locie z takiej wysokości nawet na cztery łapy przekroczyłby koci limit żyć co najmniej czterokrotnie.

2. Echo wszędzie, cicho wszędzie, ale nie na 4 piętrze

Cisza, spokój, oaza, nirwana – to antonimy mieszkania w polskim blokowisku, zwłaszcza na jego ostatnim piętrze. Tu już nawet nie chodzi o to, że dźwięk niesie się po ścianach do tego stopnia, że słyszysz, który sąsiad ma problemy gastryczne, który łóżkowe, a który podczas coniedzielnej małżeńskiej kłótni nie potrafi w swej argumentacji pominąć rzucania porcelaną. Polskie blokowiska zbudowane są w taki sposób, że echo niesie się dosłownie wszędzie, więc słyszysz wszystko, co dzieje się na zewnątrz. Nawet, jeśli jesteś kilkadziesiąt metrów wyżej to i tak usłyszysz jak do osiedlowych chuliganów na trzepaku przychodzi SMS od mamy, że obiad już stygnie.

3. Upał w mieszkaniu o każdej porze roku

Zawsze składało się tak, że jak wprowadzałam się do tych wyższych mieszkań dopiero zimą. I wtedy bliższy dostęp do słońca był wielkim atutem. Ogrzewania praktycznie nie włączałam, bo ciepło gwarantowali mi grzejący z obu stron sąsiedzi i promienie słoneczne. Cieszyłam się z zaoszczędzonej kasy do czasu, aż zima poszła, przyszło lato, ale Sahara w moim mieszkaniu została. Wtedy wszystkie oszczędności zużywałam na wiatraki, klimatyzację i niezliczone pokłady lodów. Brzmi jak świetna wymówka do obżarstwa i mogłabym się zgodzić, gdyby każdy lód nie kończył jako shake sekundę po wniesieniu do domu.

Myślałam, że przynajmniej koty skorzystają z tej sytuacji i w końcu całymi dniami będą mogły wygrzewać swoje zmęczone ciałka. Tylko, że na 4 piętrze słońce jest tak silne, że na balkonie mam solarium, a w mieszkaniu szklarnię, nawet przy zasłoniętych żaluzjach. I w gruncie rzeczy koty z tego ciepła nie korzystają za długo, bo przyjemność wygrzewają odczuwają tylko przez krótką chwilę. Po dłuższym leżeniu na słońcu czują już tylko zapach skwierczącego boczku.

Poza tym mieszkając na 4 piętrze mogę wyrzucić wszystkie domowe termometry i zerwać kontakty z każdą pogodynką, bo pogoda na zewnątrz nie jest adekwatna do tej w moim mieszkaniu. Wystarczy, że raz zasugerowałam się upałem, który miałam w środku i wyszłam na zewnątrz w rękawkach do pływania, klapkach i drinkiem z palemką, a na dole ludzie budowali iglo żeby schronić się przed śnieżycą i polarnymi niedźwiedziami.

4. Brak windy nie sprzyja braku kondycji

Mieszkam na 4 piętrze. To oznacza, że każde wyjście z domu wiąże się z pokonaniem setki stopni dwukrotnie! Wszyscy myślą, że ja tak rzadko wychodzę z domu, bo jestem introwertyczką. A to nie prawda. Ja po prostu częściej nie dam rady!

5. Lęk wysokości to życie w ciągłym strachu

Przedmąż ma lęk wysokości. Czasami dziwię się jak on przy 2 metrach wzrostu nie boi się zwyczajnie wyprostować, ale fakty są faktami. Zawsze jak wynajmujemy mieszkanie, które nie jest na parterze to w momencie składania podpisu na umowie w jego oczach pojawia się strach. Zaczyna sobie uzmysławiać, że właśnie podpisujemy na siebie wyrok śmierci, bo mieszkanie na pewno się zawali lub leciutki zefirek przerzuci nas przez barierkę balkonu. W związku z tym przez ponad 3 lata mieszkania „na wysokości” Przedmąż był na balkonie tylko kilka razy, a kiedy jest skazany tam przebywać, bo np. musi wywiesić pranie to nie zrobi tego bez założonego sprzętu do wspinaczki i nie przypnie się do liny.

 

Tak jak widzicie, w moim przypadku mieszkanie na 4 piętrze to ciągła walka o przetrwanie. Jeśli macie podobne doświadczenia do moich to dajcie mi znać w komentarzach. Trzeba się wspierać w tych trudnych chwilach, gdy w każdej chwili echo może nas ogłuszyć, a kiedy nasze zwęglone od upału ciało gruchnie na ziemię to o poranku zjedzą nas ćwierkające ptaki.

Qrkoko.pl

Polub mnie na Facebooku
I nie przegap nowych wpisów

.